domenica 6 marzo 2016

Wielkanocne zajace czyli wiosna, ach to ty!



 

Pewnie widzialyscie juz nie jeden raz reklame w polskiej telewizji z pieknymi, rumianymi drozdzowymi zajaczkami. Skuszona ich pieknym wygladem postanowilam i ja upiec te fikusne buleczki. Licza sie dobre checi. Moze ich wyglad nie przypomina tych telewizyjnych ( uzylam tez innego przepisu), ale mowie Wam smak i zapach- powala. 

I tak zaraz po pojawieniu sie zajaczkow zaczelam myslec o nadchodzacych swietach.






Troszke wiosny zwitalo w domu, natomiast w ogrodzie widac ja na kazdym kroku...
Wsrod kwiatow rozmarynu juz od miesiaca uwijaja sie pszczoly. Wspanialy zapach kwiatow i bzyczenie owadow rozlega sie na kazdym kroku.





Zakwitla tez tarnina i drzewa owocowe..





Pojawily sie liscie na drzewach...


Laki pokryly sie stokrotkowym dywanem...




Ze snu zbudzily sie tez piwonie...











Niesmialo, ale jednak. Wiosna wybuchla tecza kolorow. To nic, ze dzis znow grad pokryl wszystko lodowymi perlami. Znow wraca radosc zycia. Znow wszystko optymistycznie rozkwita. Chce sie zyc. Wiosna, wiosna, ach to ty!

giovedì 25 febbraio 2016

Pokoj jak kameleon


Jest jedno pomieszczenie w naszym domu, ktorego jeszcze nie pokazywalam. Maly pokoik, 6m2. Niby maly, malenki, a jednak przy dobrej organizacji i wielkim glowkowaniu spelnia wspaniale swoje funkcje.
Narodzil sie jako nasza garderoba. Byly polki, wieszaki- taka wielka szafa, o ktorej marza wszystkie kobiety. Niestety nie mam zdjec z tamtego okresu.

Po przyjsciu na swiat Sofii pokoik przemienil sie w nursery room. Zdjecia zdrobilam kiedy jeszcze bylam w ciazy- stad folia na materacu :)


  

Zmiescila sie tam szafa, lozeczko, komoda z przewijakiem...
Bylo pieknie, slodko. Jednak...przewijak po narodzinach przenioslam do lazienki- tam bylo o wiele wygodniej zmieniac pieluszki. Bliski dostep do biezacej wody jest bardzo wazny. Lozeczko wyladowalo w naszej sypialni. Karmienie i nocne wstawanie bylo bardzo meczace. Tak wiec idea pastelowej sypialni maluszka pekla jak banka :). 


 Kiedy Sofia podrosla pokoik zamienil sie w jej male krolestwo.

 

Zmiescilo sie tam lozko, szafa, komoda z szufladami, polki na ksiazki, dwa kosze na zabawki a nawet kuchnia. wszystko made in Ikea.








Zabawek, ksiazek, pluszakow z miesiaca na miesiac zaczelo przybywac. Z trudem upychalam po katach dzieciece skarby, aby wszystko wizualnie do siebie pasowalo i nie tworzylo balaganu. Mysle jednak, ze dawalam rade :). Sprawe ulatwialy kosze z trawy morskiej, ktore wkladalam pod lozko.
Kiedy Sofia miala 4 lata przeniosla sie do wiekszego pokoju, ktory mozecie zobaczyc TU i TU.
Maly pokoik znow zmienil swoje preznaczenie. Wnieslismy do niego rozkladana sofe, ktora stala kiedys w pokoju wejsciowym. Stal sie pokoikiem sypialnym dla gosci.


Co prawda miesci sie tam tylko lozko, ale do spania nadaje sie w sam raz ;).


Kiedy nie ma gosci w pokoiku urzeduje ja :). 
Wstawilam tam biurko- zrobione z deski i dwoch wspornikow, ktore znalazlam w garazu.
Uzywam go do szycia, moich malych prac handmade, do prasowania i do wrzucania wszelkich paletajacych sie po domu przedmiotow kiedy wpada ktos z niezapowiedziana wizyta ;).












Maly pokoik, a tyle mozliwosci. Przy odrobinie checi i dobrej organizacji nawet malenkie wnetrza moga byc przytulne i fantastycznie spelniac wiele przeznaczen.
A ktora wersja przypadla Wam najbardziej do gustu?
Pozdrawiam Was serdecznie!
Magda

sabato 20 febbraio 2016

Mam kota w glowie






Post malo wnetrzarski, a wlasciwie to wogole nie zwiazany z urzadzaniem domu. Chodzi o koty ( tak w nawiazaniu do niedawno obchodzonego Dnia Kota). Wszyscy, ktorzy mnie podgladaja wiedza o mojej milosci do tych zwierzakow. Kiedy bylam dzieckiem jezdzilismy na wakacje do babci na wies. Byly krowy, kury, kon, kroliki, swinie, pies i oczywiscie kot...czasem, kiedy kocica sie okocila to nawet duzo kotkow. Nazywano mnie wtedy kocia mama. Wkladalam maluszki do koszyka, robilam poduszki i kolderki z lisci buraka, przynosilam znalezione w zbozu mysie gniazda ( teraz nie wzielabym ich do reki za zadne skarby swiata ;)).
Zaraz po tym kiedy przeprowadzilam sie do Wloch, bezpanska kotka podrzucila dwa male kociaki do naszego domu. Zaopiekowalam sie nimi jak dziecmi, pokochalam calym sercem. Moja milosc odwzajemnily z podwojna sila.



Nazwalam ich polskimi imionami: Pazurek i Pan Sadelko. Towarzyszyly nam w wielu momentach naszego zycia. Przezyly narodziny dzieciakow, remonty domu, uczestniczyly z naszych zabawach, spacerach, piknikach.






Staly sie czescia naszej rodziny. Jeden pieszczoch jakich malo, byl kocim labradorem. Dawal sie ciagnac za wasy, przebierac w sukienki lalki, nosic na rekach... dzielnie znosil kazdego dzieciecego psikusa. Drugi- bardziej placzliwy i niesmialy. Potrzebowal duzo czasu zanim komus zaufal. Od urodzenia nie widzial na jedno oko. Niby bracia, a kazdy byl inny.









Kotki byly z nami juz dziesiec lat.
We wrzesniu nasz ukochany Pazurek zachorowal, przebyl powazna operacje i wszystko wydawalo sie isc we wlasciwym kierunku. Biegal, polowal, przytulal sie jak zawsze.


Niestety w grudniu dostalismy przykra wiadomosc, ze kotek ma raka... Kolejne zastrzyki, leki, wizyty u weterynarza...
Nie udalo sie nam wygrac z choroba....niestety. Wszystko to dzialo sie w tak blyskawicznym tempie...
Minely juz dwa miesiace kiedy go nie ma i tak jakos smutno i pusto.
Drugi kotek z niesmialego kocura przemienil sie w pieszczocha, ktory najchetniej wylegiwalby sie na naszych kolnach. Chyba i on potrzebuje teraz naszej blskosci.




Z pewnoscia Pazurek byl dla mnie najwspanialszym kotem pod sloncem... i ciesze sie, ze przez dziesiec lat moglismy byc razem...choc to zdecydowanie zbyt krotko...


Pozdrawiam wszystkich kocich milosnikow,
Magda